hope

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 2.

Gdy wstałam Jareda już nie było. Podniosłam się na łokciach. Zobaczyłam kartkę na mojej szafce nocnej. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam czytać:
"Musiałem już iść do pracy, widzimy się wieczorem. Kocham Cię. Jared."
- przepraszam Jared - powiedziałam do siebie.
Wstałam z łóżka, podeszłam do okna i zwinęłam roletę. Poszłam powolnym krokiem do kuchni, napiłam się wody. Ani myślałam się spieszyć. To ma być dobry dzień. Napiłam się wody, zjadłam jajecznice i wróciłam do sypialni.
Wyciągnęłam z szafy spodenki i luźną koszulkę. Poszłam powoli do łazienki, wzięłam prysznic, który bardzo dodał mi energi. Gdy już moje ciało było suche ubrałam się i rozczesałam moje długie ciemne włosy. Zrobiłam szybki makijaż, a na zegarku wybiła już 10. Wesołym krokiem poszłam do sypialni i zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Schowałam szybko walizkę pod łóżko.
- Demi, kochanie. Jestem. - usłyszałam głos Jareda.
- O nie - szepnęłam. Posprzątałam wszytko by tylko się nie domyślił. Poszłam do przedpokoju, uśmiechnęłam się delikatnie.
- Miałeś być wieczorem - dałam mu delikatnego buziaka.
- Mam przerwę wiec przyniosłem ci twoje ulubione babeczki - podał mi torebkę .
- Dziękuje - uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni.
- Musze już lecieć. Do wieczora - wszedł do kuchni, pocałował mnie i wyszedł.
Ulżyło mi. Pobiegłam na górę dalej się pakować. Zastanawiam się dlaczego to robię? Dlaczego się ukrywam? Westchnęłam w duchu. O godzinie 11:50 miałam wszystko spakowane. Wzięłam telefon i napisałam sms'a do Gemmy :

"Będę miała 15 minut spóźnienia. Kocham cię"

Wysłałam sms'a i zadzwoniłam po taksówkę. Przemiły pan obiecał mi , że będzie za 10 minut. Uśmiechnęłam się do siebie. Wzięłam wszystkie swoje oszczędności do torebki i byłam gotowa się uwolnić. Zacząć nowe życie.
Wzięłam swoje walizki i wyszłam przed dom. Gdy zamykałam drzwi czarny samochód już na mnie czekał. Wsiadłam do środka i podałam adres przyjaciółki. Siedziałam w samochodzie podekscytowana. To niesamowite. Tak bardzo się ciesze, że to już koniec. W końcu będę miała normalne życie.
Wieczorem tego samego dnia byłyśmy już w LA. Gdy wysiadłam z samolotu już wiedziałam, że to będzie coś super.
Po jakimś czasie byłyśmy już przed lotniskiem. Gemma rozglądała się nerwowo. Aż w pewnej chwili dostrzegłam mężczyznę z dużą kartką z napisem:

"Witaj Gemma".

- Gemma , ten pan chyba na nas czeka - wskazałam w stronę mężczyzny.
- tak. To ochroniarz mojego brata. - uśmiechnęła się i poszłyśmy w stronę samochodu koło, którego stał ochroniarz.
No tak. Brat Gemmy to gwiazda pop'u. Czego tu się dziwić. Gdy doszłyśmy do samochodu uroczy pan otworzył nam drzwi do samochodu, a następnie zawiózł do domu Harrego. Mimo faktu, iż przyjaźnie się z Gemmą od bardzo długiego czasu nigdy nie poznałam Harrego. Trudno, teraz będę miała dużo czasu.
Po około 25 minutach byliśmy na miejscu. Gdy wysiadłam z samochodu zobaczyłam ogromną wille. W środku jest pewnie z 10 sypialni i tyle samo łazienek. Otworzyłam szeroko usta.
- nazywacie to domem? To jest pałac - powiedziałam zaskoczona.
- oj daj spokój - zaśmiała się Gemma, po czym weszłyśmy do domu.
- HARRY ! - wrzasnęła moja przyjaciółka.
Po chwili na schodach ukazał się brunet w samych spodenkach, jego włosy były w nieładzie, dodawało mu to uroku.
- Dzień dobry Gemmo. Ale nie krzycz, gdy wchodzisz do domu - powiedział chłopak zachrypniętym głosem, na co Gemma się tylko zaśmiała.
- kacyk ? - uśmiechnęła się złośliwie.
- jak cholera. Jak chcesz reszta już baluje przy basenie.
- no tak. Jakby inaczej. Zayn, to jest moja przyjaciółka Demetria , Demetria to jest Zayn.
- nie mów tak do mnie - oburzyłam się - jestem Demi i miło mi Cię poznać.
- tak, tak Demi, mi ciebie też. - powiedział i poszedł.
- głąb - zaśmiała się Gemma - chodź. - dodała i poszła wgłąb domu. Posłusznie udałam się za nią. Przeszłyśmy długi korytarz, ściany były pokryte farbą w jasno beżowym kolorze, a powieszone na nich obrazy tworzyły idealne połączenie. Po chwili znalazłyśmy się na tarasie. Zaraz przy drzwiach znajdował się stół i krzesła. Troszkę dalej basen koło którego było miejsce na leżaki, gdzie obijało się 4 chłopaków. Szczególnie jeden przykuł moją uwagę. Uroczy blondyn. Leżał w spodenkach a jego ciało było tak idealne, uśmiech, który sprawiał, że mogłam się roztopić i mokre włosy. Ah... 
- Siostrzyczko - zerwał się chłopak z lokami. Zakładam że to Harry.
- Obijanie to twój talent wrodzony - mruknęła.
- o co ci chodzi ? - uśmiechnął się przytulając się do niej mokrym ciałem.
- Hazz - pisnęła przyjaciółka - jesteś głupi - odepchnęła go od siebie.
- No przestań - Harry nie dawał za wygraną. Gemma pokręciła głową i podeszła do mnie.
- to jest moja przyjaciółka DEMI - podkreśliła moją ksywkę, co wywołało u mnie rozbawienie - i potrzebuje naszej pomocy więc jest tu ze mną. Demi skarbie, ten zarośnięty tarzan to mój brat Harry. A ta reszta to Liam , Louis i Niall - uśmiechnęła się.
- miło mi - powiedziałam nieśmiało. Czyli mój osobisty bóg ma na imię Niall. W tym jednym momencie zapomniałam o tyranie, którego zostawiłam w domu...

wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 1.

- O czym ty mówisz ? Nie mogę od niego odejść. - spojrzałam na nią - Gemma, on mnie skrzywdzi jeszcze bardziej niż teraz. - mówiłam łamiącym się głosem. 
- Spakujesz się jak go nie będzie, i polecimy do mojego brata do LA. I tak miałam się do niego wybrać.
- Nie Gemma. To nie ma sensu. - stanowczo zaprzeczyłam. 
- Chodź na górę dam Ci coś do przebrania i porozmawiamy na spokojnie. - poszłyśmy schodami na pierwsze piętro domu. 
Gemma dała mi suche ubrania, a ja poszłam do łazienki. Ściągnęłam z siebie mokre ubrania przylepione do mojego ciała. Przetarłam się ręcznikiem. Spojrzałam w lustro, zobaczyłam na lewym policzku dużą fioletową plamę. Dotknęłam jej delikatnie i poczułam pieczenie i ból. Westchnęłam cicho, ubrałam leginsy i luźną koszulkę przygotowaną przez Gemme. Gdy zaczynałam suszyć włosy usłyszałam wibracje mojego telefonu. Spojrzałam na telefon i zobaczyłam :

1 nieodebrana wiadomość od: Jared ❤

Westchnęłam .
- czego on może chcieć ? - mruknęłam pod nosem i kliknęłam "zobacz". Zaczęłam czytać:


"Demi, skarbie. Tak bardzo Cie przepraszam. Byłem nabuzowany, znów ten dupek z pracy mnie zdenerwował, później ten samochód. Wiem że nie zrobiłaś tego celowo i że to nie twoja wina. Przeprasza".

Zastanowiłam się
- aj pieprz się - rzuciłam telefon na szafkę i dokończyłam suszenie włosów. 
Skończyłam po 15 minutach i poszłam do salonu .
- dziękuje misia - przytuliłam mocno przyjaciółkę.
- nie ma za co - uśmiechnęła się ciepło - zrobiłam nam nasze ulubione kakao z piankami i bitą śmietaną. - powiedziała wskazując na dwa duże kolorowe kupki.
- ojej kochana. - usiadłyśmy na kanapie. 
- o co dzisiaj poszło ? - Gemma zapytała wprost.
- zarysowałam mu samochód. - szepnęłam. 
- Dupek ! No kompletny idiota ! - krzyknęła
- uspokój się - poprosiłam przyjaciółkę.
- Demi, ale jak to będzie wyglądało ? Będzie cie bił za każdym razem jak coś się stanie ? - spojrzała na mnie ze swoją standardową miną - Demi błagam Cię , nie może tak być. 
- co ? Ale jak ? Znajdzie mnie wszędzie - napiłam się załamana napoju. 
- dlatego wyjedziesz do LA. - odpowiedziała obojętnie.
- i co jak wyjadę do LA ? Będzie jeszcze gorzej niż teraz - spojrzałam na Gemme z politowaniem.
- posłuchaj mój bart tam zamieszkał. Ma ogromny dom. I przyjeżdżają z kolegami z trasy i zostają tam na jakiś czas a ja lecę ich odwiedzić na 2 tygodnie , więc pojedziesz ze mną, znajdziesz prace, mieszkanie, a Harry ci pomoże, ma znajomości. A przy okazji odpoczniesz. - opowiadała z uśmiechem.
- sama nie wiem - zastanowiłam się. - a co jeśli mi tam nie wyjdzie ?
- musi się udać - uśmiechnęła się szeroko.
- ale ja nawet nie mam pieniędzy na bilet - spojrzałam smutna na kubek. 
- nie martw się , wszystko załatwię. Ty tylko musisz się spakować i przyjść do mnie. 
- kocham cie - przytuliłam mocno przyjaciółkę. - nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - uśmiechnęłam się i sprawdziłam telefon , zobaczyłam :

"18 nieodebranych połączeń od: Jared ❤"

- o nie . - westchnęłam i postanowiłam oddzwonić. Po chwili po drugiej stronie słuchawki odezwał się znajomy męski głos.
- Skarbie gdzie jesteś ? Martwię się. Dlaczego nie odbierałaś? - zapytał
- przepraszam jestem u Gemmy , za chwile będę w domu. A nie odbierałam bo nie słyszałam. - starałam się mówić jak najbardziej normalnym i spokojnym głosem.
- dobrze , do zobaczenia. - odpowiedział i się rozłączył. Westchnęłam głośno. 
- co jest ? - zapytała moja przyjaciółka.
- nic , wracam do domu. Będe u ciebie jutro o 12 już spakowana. - ucałowałam ją w policzek, ubrałam się i poszłam do domu. 
Przez całą drogę zastanawiałam się czy to ma jakikolwiek sens. Czy warto to wszystko robić? Westchnęłam w duchu i weszłam do domu. 
Zamknęłam drzwi , a obok mnie w mgnieniu oka pojawił się obok mnie Jared.
- Dami tak bardzo Cię przepraszam - pogłaskał mnie po policzku.
- spoko, ale mogę iść spać? Jestem zmęczona. - spojrzałam na niego.
- tak , oczywiście. Proszę - zrobił mi przejście . 
Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic. Wytarłam się , ubrałam wygodną bieliznę i dużą koszulkę. Spojrzałam na siebie w lustrze i ciężko westchnęłam. Wzięłam z pułki płatki do zmywania makijażu i zmyłam resztki pozostałe na mojej twarzy. Następnie rozczesałam włosy i związałam je w wysoką kitkę. Ostatni raz spojrzałam w lustro i poszłam do sypialni się położyć. Po kilkunastu minutach wiercenia się zasnęłam.

- ojej ! Jak tu pięknie ! - krzyknęłam wesoło biegnąc po zielonej trawie. - ciesze się że jesteśmy tu razem... - krzyczałam szczęśliwa - mamo ? - zapytałam , lecz nie dostałam odpowiedzi - mamo? - zapytałam ponownie i się odwróciłam. 
Wszystko tam było czarne i obumarłe. Jakby na połowie świata nadeszła jesień. Stała tam moja mama , w ciemności. 
- chodź do mnie - zawołałam. 
- nie mogę - powiedziała, jej głos brzmiał jakby krzyczała ze studni.
- dlaczego? - zapytałam.
- bo z tego świata się już nie wychodzi . - powiedziała i zniknęła. 
Mrugnęłam i przeniosłam się na cmentarz , zobaczyłam przed sobą nagrobek z napisem "Dianna Lovato ( 35 lat ) kochająca matka".

Obudziłam się z krzykiem. Złapałam się za głowę. O nie znowu ten koszmar. Nie umiem dać sobie rady. 
Ile będę jeszcze o tym myślała? Moja mama nie żyje, ale ile będzie mnie jeszcze męczyła jej śmierć? Minęło 5 lat. Westchnęłam. Poszłam do kuchni, nalałam sobie wody do szklanki i się napiłam. Nagle usłyszałam kogoś, gdy się odwróciłam zobaczyłam Jareda, który mnie wystraszył. Krzyknęłam zrzucając szklankę.
- nie skradaj się - starałam się uspokoić. 
- przepraszam - szepnął i pomógł mi posprzątać szklankę - słyszałem jak krzyczałaś. Znów ten sen ? - zapytał. Oparłam się o blat kuchni .
- tak. Zaczynam mieć tego dość. - westchnęłam.
- spokojnie maleńka. Damy sobie rade - objął mnie . nie mogłam się powstrzymać , wtuliłam się w jego tors. Pocałował mnie w głowę.
- idę spać - poszłam do pokoju. Położyłam się . długo nie mogłam zasnąć...

piątek, 3 lipca 2015

Prolog

- MAM DOŚĆ ! - krzyknęłam na niego - Mam Ciebie dość ! Ty mnie nie kochasz ! Potrzebujesz mnie tylko do tego by mieć się na kim wyżyć ! Nienawidzę Cię ! 
- Nie będziesz się tak do mnie odnosiła ! - jego głos rozbrzmiał się w całym domu. - Gdybyś nic dla mnie nie znaczyła już dawno wróciłabyś do mieszkania na kilku metrach u przyjaciółki, albo dawała się zboczeńcom za kilka groszy! 
- Jak śmiesz ?! - uderzyłam dłońmi o jego tors - Przepraszam, że wychowałam się w domu w którym nie na luksusów i nie mam rodziców milionerów ! Z drugiej strony to lepiej, nie wyrosłam na rozpieszczonego dzieciaka! - znów powiedziałam za dużo. 
Widziałam tylko jak podnosił dłoń. Zacisnęłam mocno powieki , po kilku sekundach jego dłoń zatrzymała się na moim policzku. Poczułam siarczysty ból. Łzy popłynęły po moim policzkach.
- Jak mogłeś ? - szepnęłam. 
Ubrałam bluzę z kapturem i trampki. Wyszłam przed dom , padał deszcz. Ciężkie, grube krople spadały na moją głowę i ramiona. Naciągnęłam kaptur na głowę. Przechadzałam się powoli ulicami miasta zastanawiając się dlaczego to wszystko robię. Każdego dnia to robi, wieczorem przeprasza i znów to samo. Dzień w dzień, a ja nadal go kocham? I staram się wybaczać. Ale już nie daje rady, z każdym dniem jest coraz trudniej. Jared daje mi coraz więcej powodów bym od niego odeszła ale się boje to zrobić. 
Po półtora godziny spaceru dotarłam pod dom mojej najlepszej przyjaciółki Gemmy. Zapukałam do drzwi. Stałam w deszczu oczekując, aż kobieta otworzy drzwi. Na moich ubraniach nie było już suchej nitki. Byłam przemoczona do cna. 
Po kilku minutach drzwi się uchyliły, a w progu zobaczyłam piękną Gemme. Spojrzałam na nią zapłakana .
- Znów to zrobił? - zapytała smutna 
- tak - szepnęłam zawstydzona. 
Gemma zaprosiła mnie gestem ręki do środka. Weszłam do przedpokoju. Ściągnęłam bluzę z której kapała woda i trampki . Spojrzałam na moja przyjaciółkę, jej mina mówiła wszystko. 
- Nie darujemy mu tego.
- Gemma, co ty chcesz zrobić?
- Musisz od niego odejść....
Szablon by S1K